Gdy skradziono nam kartę bankomatową… O odpowiedzialności słów kilka

money-256314_1280    Trudno wskazać osobę, która w dzisiejszych czasach nie posiada w portfelu przynajmniej jednej karty płatniczej. Niezależnie od tego, czy mówimy o karcie do konta osobistego czy karcie kredytowej, nie da się zaprzeczyć, że gwarantują one ogromną wygodę użytkowania. Są także bezpieczniejszą formą niż noszenie z sobą większej gotówki. Nawet w sytuacji, gdy osoba niepowołana wejdzie w posiadanie naszej karty, pieniądze zgromadzone na koncie są chronione jeszcze kodem PIN, którego nikt – poza nami samymi – nie powinien znać.
Teoria to jedno. W praktyce zdarza się, że po utracie karty dokonywane są nią transakcje. To, co następuje w takim momencie, jest ściśle regulowane przez polskie prawo. Przepis art. 28 Ustawy z dnia 12 września 2002 r. o elektronicznych instrumentach płatniczych dość jasno precyzuje zasady odpowiedzialności za oszukańcze transakcje kartami płatniczymi.
Zacząć jednak wypada od tego, że jak tylko stwierdzimy brak karty, należy ten fakt zgłosić do banku, który kartę wydał. Jest to czynność absolutnie elementarna, gdyż to od tego momentu bank przejmuje na siebie wszelkie transakcje dokonane danym plastikiem. Kluczową sprawą w kwestii uznania wcześniejszych płatności jest sprawa autoryzacji transakcji. Transakcję uważa się za autoryzowaną, gdy użytkownik wyraził zgodę na jej wykonanie, potwierdzając ją najczęściej poprzez wprowadzenie kodu PIN. Jeśli użytkownik karty twierdzi, że nie wyraził zgody na transakcję, może kwestionować ten fakt.
Co do zasady, posiadacza karty obciążają operacje dokonane za pomocą skradzionej karty, lecz jedynie do kwoty równowartości 150 Euro. Jeśli transakcja oszukańcza opiewa na kwotę wyższą, resztę kosztów ponosi wydawca karty (czyli bank). Inaczej sprawa przedstawia się, gdy nieautoryzowane użycie karty nastąpiły z winy jej posiadacza. Wówczas posiadacz karty ponosi odpowiedzialność za pełną kwotę, na jaką opiewała transakcja. Są to przede wszystkim sytuacje, gdy operacje zostały dokonane przez osoby, którym posiadacz udostępnił kiedykolwiek kartę lub ujawnił kod identyfikacyjny (PIN). Dzieje się tak na podstawie umowy, która każdorazowo uwzględnia zapis, że właściciel jest zobowiązany do przechowywania karty z zachowaniem należytej staranności oraz nieudostępniania jej osobom nieuprawnionym.
To jednak po stronie banku leży udowodnienie, że dana transakcja nie kwalifikuje się do grupy transakcji oszukańczych. Nie wystarczy domniemanie, potrzebny jest dowód, że dana płatność została potwierdzona przez użytkownika karty, bądź że to zaniedbanie użytkownika czy też jego świadome działanie doprowadziło do naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych.
Odrębnie traktowana jest kwestia kart zbliżeniowych, w przypadku których bardzo trudno jest wykazać, że użycie karty nie było autoryzowane. W przypadku płatności na niskie kwoty (do 50 zł) nie jest wymagane potwierdzenie płatności PIN-em, nie obowiązują także limity kwotowe i ilościowe transakcji. W przypadku kradzieży od momentu utraty karty do chwili jej zastrzeżenia może pojawić się na koncie kilka lub kilkanaście transakcji, co do których trudno udowodnić, że nie pochodzą od nas. Wówczas, biorąc pod uwagę, że do czasu zgłoszenia kradzieży to użytkownik karty ponosi odpowiedzialność za ewentualne transakcje, odpowiedzialność banku będzie właściwie żadna.

Wsparcie merytoryczne: juliadrabik.pl

Dodaj komentarz